Arthur Rimbaud - Une saison en enfer - 018 - L'éclair (Polish translation)

French

Une saison en enfer - 018 - L'éclair

. . Le travail humain ! c’est l’explosion qui éclaire mon abîme de temps en temps.
 
. . « Rien n’est vanité ; à la science, et en avant ! » crie l’Ecclésiaste moderne, c’est-à-dire Tout le monde. Et pourtant les cadavres des méchants et des fainéants tombent sur le cœur des autres… Ah ! vite, vite un peu ; là-bas, par delà la nuit, ces récompenses futures, éternelles… les échappons-nous ?…
 
. . — Qu’y puis-je ? Je connais le travail ; et la science est trop lente. Que la prière galope et que la lumière gronde je le vois bien. C’est trop simple, et il fait trop chaud ; on se passera de moi. J’ai mon devoir, j’en serai fier à la façon de plusieurs, en le mettant de côté.
 
. . Ma vie est usée. Allons ! feignons, fainéantons, ô pitié ! Et nous existerons en nous amusant, en rêvant amours monstres et univers fantastiques, en nous plaignant et en querellant les apparences du monde, saltimbanque, mendiant, artiste, bandit, — prêtre ! Sur mon lit d’hôpital, l’odeur de l’encens m’est revenue si puissante ; gardien des aromates sacrés, confesseur, martyr…
 
. . Je reconnais là ma sale éducation d’enfance. Puis quoi !… Aller mes vingt ans, si les autres vont vingt ans…
 
. . Non ! non ! à présent je me révolte contre la mort ! Le travail paraît trop léger à mon orgueil : ma trahison au monde serait un supplice trop court. Au dernier moment, j’attaquerais à droite, à gauche…
 
. . Alors, — oh ! — chère pauvre âme, l’éternité serait-elle pas perdue pour nous !
 
Submitted by Guernes on Sun, 05/11/2017 - 10:43
Last edited by Guernes on Thu, 09/11/2017 - 17:44
Align paragraphs
Polish translation

Przebłysk

. . Praca ludzka! To eksplozja rozświetlająca chwilami moją otchłań!
 
. . -- Nic nie jest marnością; do nauki i naprzód! - woła współczesny Eklezjasta, to znaczy wszystko-co-żyje. A jednak trupy niegodziwców i wałkoni padają na serca innych... Ach, szybciej, jeszcze szybciej, tam, za kresem nocy, te przyszłe zadośćuczynienia wieczyste... czy im umkniemy?
 
. . -- Cóż na to poradzę? Znam pracę; a wiedza jest nazbyt powolna. Niech galopuje modlitwa i huczy światło... przecież widzę. To nazbyt proste- i jest za gorąco; obejdzie się beze mnie. Mam swój obowiązek; dumny z niego będę na sposób tylu innych, odkładając go na bok.
 
. . Moje życie jest zużyte. Dalej! Udawajmy i próżnujmy, o nędzy! Będziemy istnieć zabawiając się i rojąc straszliwe miłości i kosmosy bajeczne, i będziemy boleć nad sobą i wadzić się z pozorami świata, linoskok, żebrak, artysta, bandyta,- kapłan! Na szpitalnym łóżku poczułem powracającą do mnie potężną woń kadzideł: strażnik świętych aromatów, spowiednik, męczennik...
 
. . Rozpoznaję tu odrażającą edukację mojego dzieciństwa. I cóż stąd!... Trzeba przejąć swoich dwadzieścia lat, skoro inni je przechodzą...
 
. . Nie! Nie! Buntuję się teraz przeciw śmierci! Praca wydaje się zbyt lekka dla mojej dumy: moja zdrada świata byłaby męką zbyt krótką. W ostatniej chwili uderzyłbym jeszcze na prawo i lewo...
 
. . Ach, droga, biedna duszyczko, czyżby wieczność nie była stracona dla nas!
 
Submitted by Guernes on Sun, 12/11/2017 - 13:37
Author's comments:

Sezon w piekle 018

Idioms from "Une saison en enfer - 018 - L'éclair"
See also
Comments