Arthur Rimbaud - Une saison en enfer - 019 - Matin (Polish translation)

French

Une saison en enfer - 019 - Matin

. . N’eus-je pas une fois une jeunesse aimable, héroïque, fabuleuse, à écrire sur des feuilles d’or, — trop de chance ! Par quel crime, par quelle erreur, ai-je mérité ma faiblesse actuelle ? Vous qui prétendez que des bêtes poussent des sanglots de chagrin, que des malades désespèrent, que des morts rêvent mal, tâchez de raconter ma chute et mon sommeil. Moi, je ne puis pas plus m’expliquer que le mendiant avec ses continuels Pater et Ave Maria. Je ne sais plus parler !
 
. . Pourtant, aujourd’hui, je crois avoir fini la relation de mon enfer. C’était bien l’enfer ; l’ancien, celui dont le fils de l’homme ouvrit les portes.
 
. . Du même désert, à la même nuit, toujours mes yeux las se réveillent à l’étoile d’argent, toujours, sans que s’émeuvent les Rois de la vie, les trois mages, le cœur, l’âme, l’esprit. Quand irons-nous, par delà les grèves et les monts, saluer la naissance du travail nouveau, la sagesse nouvelle, la fuite des tyrans et des démons, la fin de la superstition, adorer — les premiers ! — Noël sur la terre !
 
. . Le chant des cieux, la marche des peuples ! Esclaves, ne maudissons pas la vie.
 
Submitted by Guernes on Sun, 05/11/2017 - 11:03
Last edited by Guernes on Thu, 09/11/2017 - 17:43
Align paragraphs
Polish translation

Poranek

. . Czy nie miałem niegdyś miłej młodości, bohaterskiej, baśniowej, godnej zapisania złotymi głoskami- zbytku szczęścia! Jaką zbrodnią, jakim zbłądzeniem zasłużyłem na obecną słabość? Wy, którzy utrzymujecie, że zwierzęta wydają z siebie łkanie żalu, że chorzy popadają w rozpacz, że umarli mają złe sny, spróbujcie opowiedzieć mój upadek i senne rojenia. Sam nie potrafię już się wypowiedzieć jaśniej niż żebrak bezustannie powtarzający swoje Pater noster i Ave Maria. Nie umiem już mówić!
 
. . Myślę dziś jednak, że skończyłem opowieść o swoim piekle. Było to właśnie piekło: stare piekło, którego bramy otworzył syn człowieczy.
 
. . Na tej samej pustyni, tą samą nocą, moje zmęczone oczy budzą się zawsze w blasku srebrnej gwiazdy, zawsze, choć nie porusza to Królów życia, trzech magów, serca, duszy, umysłu. Kiedyż pójdziemy za morza i góry, by powitać zaranie nowej pracy, nową mądrość, ucieczkę tyranów i demonów, koniec przesądów, kiedyż to uwielbimy- pierwsi! - Boże Narodzenie na ziemi?
 
. . Śpiew niebios, pochód ludów! Niewolnicy, nie przeklinajmy życia.
 
Submitted by Guernes on Sun, 12/11/2017 - 13:43
Author's comments:

Sezon w piekle 019

See also
Comments